Ocean Lemoniady

Poza planowanie hipotecznych slumsów

Polska jest przeplanowana1. Trudno o bardziej kontrintuicyjne stwierdzenie – a jednak to prawda. Uchwalone do 2011 roku plany zagospodarowania przestrzennego przewidują zakwaterowanie 77 milionów ludzi, a studia uwarunkowań i kierunków zagospodarowania – zabudowę na 316 milionów mieszkańców2. Rzecz nierealna ani po potencjalnym przyjęciu nieludzkiego ustawodawstwa reprodukcyjnego w stylu Ceauşescu, ani po największej nawet fali migracji. [...]

4 VI 2018

Polska jest przeplanowana1. Trudno o bardziej kontrintuicyjne stwierdzenie – a jednak to prawda. Uchwalone do 2011 roku plany zagospodarowania przestrzennego przewidują zakwaterowanie 77 milionów ludzi, a studia uwarunkowań i kierunków zagospodarowania – zabudowę na 316 milionów mieszkańców2. Rzecz nierealna ani po potencjalnym przyjęciu nieludzkiego ustawodawstwa reprodukcyjnego w stylu Ceauşescu, ani po największej nawet fali migracji.

Bloki na Bemowie i w Hongkongu
Bloki na Bemowie i bloki w Hongkongu. Źródło dla fot. 1: E. Kołodziejczyk (1977), Cyfrowe Archiwum Bemowa.

Kraków też jest przeplanowany. Póki co obserwujemy zgubne skutki zabudowy miasta bez uchwalonych planów zagospodarowania i w oparciu o arbitralne decyzje administracyjne – warunki zabudowy3. Urbanizacja pełzła niemal we wszystkich kierunkach, powodując rozlewanie się bezforemnych przedmieść po sąsiednich powiatach. Największe skupiska nieplanowych osiedli powstały na południu Krakowa (Ruczaj, Kliny Borkowskie), południowym-zachodzie (Złocień) i jego północy (Górka Narodowa, Bronowice Wielkie). Dowcipnych komentarzy doczekały się nadmierne zagęszczenie zabudowy Ruczaju4 i łanowa zabudowa odrolnionych działek5.

Jeszcze kilka lat temu jako panaceum urbaniści i aktywiści miejscy jednym głosem wskazywali sporządzanie planów zagospodarowania przestrzennego. W pewnym momencie do chóru dołączyli (choć nieco nieczysto) polityce – pokrycie całego Krakowa planami znalazło się w programach samorządowych z 2014 Jacka Majchrowskiego, Łukasza Gibały i Platformy Obywatelskiej.

Case studies

Spójrzmy więc, jakim lekarstwem na chorobę chaosu przestrzennego są uchwalane plany zagospodarowania przestrzennego. Pod lupę zostały wzięte krakowskie miejscowe plany (MPZP) dla Żabińca Południe i Prądnika Czerwonego Zachód. Obliczone zostało, jak dużo bloczków można wybudować, trzymając się ustaleń planów.

Na potrzeby naszych rozważań przyjęliśmy maksymalną dopuszczalną zajętość terenu – taka jest po prostu normalna praktyka deweloperów. Z drugiej strony obliczenia dokonane zostały przy założeniu podziału uzyskanej powierzchni mieszkalnej (80% PUM z powierzchni całkowitej) na statystycznie średniej wielkości mieszkania (59,5 m²), zamieszkiwane przez przeciętnej wielkości gospodarstwo domowe (2,5 os.) – co stanowi wartości raczej optymistyczne i jest dawaniem forów deweloperom. Powierzchnie obszarów do zabudowy zostały wytyczone przy użyciu miejskiego narzędzia do badania planów zagospodarowania – w przypadku nieścisłości, powierzchnie obszarów były zaniżane.

W MPZP Żabiniec Południe osiem obszarów przeznaczono pod zabudowę usługowo-mieszkalną (1UM-8UM). Pierwsze pięć (1UM-5UM) mieści się między łącznicą kolejową, umożliwiającą przejazd z dworca towarowego na linię warszawską, małą obwodnicą kolejową oraz ulicą Doktora Twardego wraz z linią tramwajową na Krowodrzę. Pozostałe trzy (6UM-8UM) obejmuje w dużej mierze już zabudowane kwartały kamieniczne między ulicą Kamienną, linią kolejową na Katowice oraz linią na Warszawę. Nawet tam nie zrobiono użytku z obowiązującej linii zabudowy – narzędzia, które zobowiązuje do projektowania fasad w miejscu ustalonym przez planistów, a więc zazwyczaj wzdłuż ulicznej pierzei. Deweloperzy mogą więc stawiać swoje budynki w dowolnych miejscach, nie dbając o logiczny i przyjazny pieszym układ przestrzenny.

Plan dla kwartałów kamienicznych – oprócz ignorowania linii zabudowy – w zasadzie sankcjonuje stan obecny. Dozwolona wysokość zabudowy to pięć kondygnacji, założeniem było też przeznaczenie całego parteru pod usługi. Na powierzchni przeznaczonej pod zabudowę – 2,8 ha – można więc zakwaterować 726 osób, co daje gęstość zaludnienia 25 930 os/km². Jest to wartość wyższa niż w wyludniających się kamienicznych dzielnicach śródmieścia (do 13 712 os./km²)6, ale niższa niż na osiedlach modernistycznych (28 200 os/km²)7.

Dużo ciekawsze rzeczy dzieją się na obszarach przeznaczonych pod nową zabudowę. Powierzchnia obszarów 1UM-5UM wynosi ok. 17,10 ha. Dozwolona jest zabudowa 6-kondygnacyjna (1UM-2UM) bądź 10-kondygnacyjna (3UM-5UM). Przy założeniu, że parter przeznaczony jest pod usługi, oznacza to, że zakwaterować można tu 6 890,76 mieszkańców. To zaś oznacza gęstość zaludnienia 40 296,82 os/km² – niesłychaną nawet na najgęściej zaludnionych osiedlach modernistycznych, a w Europie spotykaną tylko w najbardziej przeludnionych kwartałach Paryża i Barcelony8. Bez zalety bycia Paryżem czy Barceloną.

Nie inaczej poczynają sobie planiści w MPZP Prądnik Czerwony Zachód. Również i tu nie fatygują się, by wyznaczyć obowiązująca linię zabudowy, mimo że większa część planu reguluje dawne centrum przedmiejskiej wsi, w którym sporo już było pierzejowej zabudowy. Te stare parterowe domki-kamieniczki całkiem nieźle uzupełniały dobrze zaplanowane osiedle modernistyczne, powstałe na dawnych gruntach wiejskich. Niestety, duża część starej zabudowy została zdemolowana przez zabudowę łanową, powstającą na podstawie decyzji administracyjnych o warunkach zabudowy (WZ). W przeciwieństwie do starych domów i kamieniczek, nowe bloki do głównej osi osiedla odwrócone były parkingami, a rozciągały się wzdłuż fragmentów dawnych rozdrobnionych łanów rolnych.

Czego nie zdążyła zniszczyć samowola dewelopera, to dopełnił „planista”. Jedynie w obszarze między ulicami Łepkowskiego i Majora (obszary MW.3 i MW.4) szacowana gęstość zaludnienia według planu może wynieść 26 506,60 os/km² (przy szacowanej liczbie mieszkańców 1 298 i powierzchni 4,9 ha). To jednak wyłącznie usankcjonowanie stanu obecnego – istnieją tam przecież bloki modernistyczne.

Pod nową zabudowę przeznaczono – też w pewnej mierze już zabudowane po 1989 – obszary na północ (MW.1-MW.2, U/MW.1-U/MW.5) i południe (MN/MW.1, U/MW.6) dolnej części ulicy Dobrego Pasterza. W pierwszym z terenów dopuszczalna wysokość do 5 kondygnacji, w większości wypadków wymagany jest też usługowy parter. Mimo niewielkiej dopuszczalnej wysokości budynków, na powierzchni 12,30 ha można osiedlić nawet 6 305,88 mieszkańców, co daje gęstość zaludnienia 51 267,34 os/km². Na drugim z obszarów powierzchnia 4,3 ha przyjąć może 2 352,94 nowych mieszkańców, dając gęstość zaludnienia 54 719,56 os/km². Jest to wynik, którego nie powstydziłyby się miasta wschodnioazjatyckie9.

Widzimy, że gęstość zabudowy przewidywana w obszarach, w których mogą wciąż powstawać bloki, jest ponad dwa razy wyższa od zagęszczenia na najbardziej zaludnionych osiedlach modernistycznych, a więc np. nowohuckich Bieńczycach. Tymczasem nawet tam mieszkańcom zdarza się skarżyć na przeludnienie. Mają jednak luksus, którego lokatorzy zabudowy deweloperskiej nie uświadczą – zieleń. Na nowych osiedlach dużą częścią powierzchni biologicznie czynnej stanowią ażurowe betonowe kratki do parkowania. Uznaje się je za zieleń – w teorii w ich otworach może wyróść trawa. W praktyce to się, rzecz jasna, nie dzieje.

Ideologia polskich planów zagospodarowania

Planowanie przestrzenne w Polsce jest pomyślane zgodnie z pewną przewodnią linią ideologiczną. W przegęszczonych planach nie idzie o kompaktowe miasto, o które dopominają się urbaniści. Kompaktowe miasto to przede wszystkim miasto, gdzie w zasięgu krótkiej, pieszej czy rowerowej podróży znajdziemy wszystkie najbardziej potrzebne usługi. By uzyskać tego rodzaju zwartość, akcja rozbudowy miasta musi być skoordynowana i skoncentrowana po kolei na poszczególnych obszarach jeszcze niezabudowanych.

Tymczasem zgodnie z hegemoniczną ideologią polskiego planowania każda działka w mieście musi być możliwym źródłem zysku, nawet jeśli kończy się to chaotyczną, punktową urbanizacją w oddalonych od siebie obszarach miasta. Nakłady kapitałowe muszą być niewielkie, tak by umożliwić czerpanie zysku niewielkim deweloperom i firmom budowlanym. Niskie i ekstremalnie zagęszczone osiedla na małych (a więc względnie tanich) i niescalonych działkach10 obniżają też ryzyko inwestycyjne ze strony kredytujących banków. Podaż mieszkań w ramach pojedynczej inwestycji może ściśle odpowiadać potrzebom deweloperów. Wobec braku aktywnej polityki mieszkaniowej państwa i gmin klient i tak kupi wszystko.

Niski wkład kapitału i niskie ryzyko gwarantują w polskim modelu spekulacji mieszkaniowej wysokie zyski. Przestrzennym korelatem tej ideologii są ekstremalnie przegęszczone i niewysokie osiedla bloczków na rozproszonych obszarach objętych planami przestrzennymi, które nie regulują niczego.

Nietrudno zrozumieć, że w XXI wieku jedynym wyjściem dla miast może być prawdziwa koordynacja ich zabudowy plus uprzemysłowienie czynszowego budownictwa mieszkaniowego, tak samo jak przemysłowo produkuje się telefony i żywność – o czym pisałem w tekście o osiedlach modernistycznych. Żeby mieszkańcy mieli realny wybór tego, gdzie chcą mieszkać, budowania domów nie można przepuścić tylko inicjatywie prywatnej. Zrównoważona, mieszana gospodarka mieszkaniowa z udziałem państwa, gmin, spółdzielni i inwestorów prywatnych jest koniecznością, którą generują sprzeczności miast w Polsce i na świecie. Udział podmiotów publicznych (państwa i gmin) musi być jednak realnie aktywny, nie zaś opierać się na pozoranctwie i wysługiwaniu się spekulantom – do tego bowiem sprowadzają się wysiłki rządów Prawa i Sprawiedliwości.

Paradoksalnie więc, chociaż nasze miasta wytwarzają poważne sprzeczności, wynikająca z nich konieczność budowania lepszych osiedli nie urzeczywistni się sama z siebie. By stała się możliwa, potrzebna jest uczciwa rozmowa o tym, co stoi jej na przeszkodzie. Tymczasem przeszkodą jest nie tylko naiwna wiara w dobre intencje deweloperów, to także naiwna wiara w marną regulację, jaką są obecnie plany zagospodarowania przestrzennego.


Obliczenia gęstość zaludnienia na obszarach objętych MPZP w Krakowie pochodzą ode mnie. Chętnie przyjmę uwagi co do ich metodologii.

1K. Snopek (2018) Żeby zlikwidować chaos, potrzebujemy nowego modernizmu – rozmowa z J. Kusiak, „NN6T” http://notesna6tygodni.pl/?q=%C5%BCeby-zlikwidowa%C4%87-chaos-potrzebujemy-nowego-modernizmu [23.05.2018]

2A. Olbrysz, J. Koziński (2011) Raport o finansowych efektach polskiego systemu gospodarowania przestrzenią.

3O chaosie generowanym przez WZ-ki zob. C. Brzeziński (2013) Wybrane problemy planowania przestrzennego w Polsce, „Acta Universitatis Lodziensis. Folia Oeconomica” 289.

4Krowoderska.pl (2017) Ruczaj: Spacer po najnowocześniejszym osiedlu w Krakowie, a prawdopodobnie także w Polsce, „Krowoderska.pl” https://krowoderska.pl/ruczaj-spacer-po-prawdopodobnie-najnowoczesniejszym-osiedlu-w-polsce-galeria/ [23.05.2018].

5Ł. Drozda (2018) Urbanistyka łanowa, w: tegoż, Dwa tysiące. Instrukcja obsługi polskiej urbanizacji w XXI wieku.

6Najwyższa gęstość zaludnienia w obszarze objętym rewitalizacją (obszar wewnątrz Alej i Dietla + Wesoła i Stare Podgórze) występowała w 2007 na Kazimierzu (13 712 os./km²) i dzielnicach XIX-wiecznych (12 181 os./km²). Dziś za sprawą wszystkim znanych sprawców – komu są obcy, odsyłamy do Krakowskiej Mapy Reprywatyzacji – zapewne jest niższa. Za: G. Adamczyk-Ams (2008), Lokalny Program Rewitalizacji Starego Miasta, s. 14. https://rewitalizacja.krakow.pl/rewitalizacja/7348,artykul,lpr_starego_miasta.html

7J. Leżak i in. (2011) Wielokryterialna analiza 19 osiedli zabudowy blokowej położonych na terenie gm.m. Kraków, s. 54. http://krakow.pl/data/rewitalizacja/27322_0.pdf

8Dane dla Paryża i Barcelony za: F. O’Sullivan (2018) Lessons From Europe’s Densest Neighborhoods, https://www.citylab.com/life/2018/03/density-european-cities-maps/555503/

9Dla porównania – rzecz jasna, bardziej w charakterze kuriozalnej ciekawostki: R. Proczek (2014) O gęstości zaludnienia na przykładzie Manili – najgęściej zaludnionego miasta świata, http://urbnews.pl/gestosci-zaludnienia-przykladzie-manili-najgesciej-zaludnionego-miasta-swiata/

10Patologiczna struktura osiedli deweloperskich w Polsce wynika między innymi właśnie z braku scaleń gruntów (zob. Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa (2016) Problemy w dziedzinie planowania przestrzennego – materiał informacyjny na posiedzenie Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej w dniu 11 maja 2016 r., https://web.archive.org/web/20170214062613/http://mib.gov.pl/files/0/1797146/raportproblemyplanowaniaprzestrzennego.pdf). Najbardziej jaskrawym skutkiem jest urbanistyka łanowa – długie szeregi bloczków wybudowane wzdłuż dawnego chłopskiego łanu, otoczone parkingiem i oddzielone od siebie płotem (o skutkach odrolnień zob. C. Brzeziński (2013) Wybrane problemy planowania przestrzennego w Polsce, „Acta Universitatis Lodziensis. Folia Oeconomica” 289). W oczywisty sposób tworzą one przestrzeń nieprzyjazną dla pieszych – nie ma tam ulic czy placów, przy których mogłyby się znaleźć sklepy lub punkty usługowe, a idąc pieszo trzeba nadkładać bardzo duże odległości.

... 0 komentarzy

Ideologia pierzei #2

Modernizm był utopią. Utopia jest nierealną wizją, która przyświeca realnej zmianie społecznej. Skąd załamanie modernistycznej utopii? Czy rzeczywiście stały za tym jej realne porażki? Czy też motorem była zmiana na płaszczyźnie ideologicznej? Nim rzucimy się w piekło współczesnej Polski, porozdzielajmy pieprz i wanilię statystyk. To, czy zamieszkiwano w podłych czynszówkach, w blokach, czy w mieszkaniach [...]

19 II 2017

Modernizm był utopią. Utopia jest nierealną wizją, która przyświeca realnej zmianie społecznej. Skąd załamanie modernistycznej utopii? Czy rzeczywiście stały za tym jej realne porażki? Czy też motorem była zmiana na płaszczyźnie ideologicznej?

Nim rzucimy się w piekło współczesnej Polski, porozdzielajmy pieprz i wanilię statystyk. To, czy zamieszkiwano w podłych czynszówkach, w blokach, czy w mieszkaniach własnościowych bądź szeregówkach, warunkowane było przez szereg czynników – nie tylko politykę mieszkaniową, ale i ogólną politykę socjalną oraz walkę o godne płace. Stąd w Wielkiej Brytanii w II połowie lat 50. liczba mieszkań należących do właścicieli przerosła liczbę prywatnych czynszówek. Jednak równolegle stale rośnie liczba mieszkań komunalnych – wypierając prywatną spekulację mieszkaniami! Mamy więc w powojennym Zjednoczonym Królestwie dwa modele zaspokajania potrzeb mieszkaniowych: prywatny i publiczny.

W 1980 neokonserwatywny rząd Margaret Thatcher wprowadza program Right to Buy. Umożliwia on lokatorom komunalnym wykup wynajmowanego mieszkania ze zniżką 50%. Motywacja była w istocie czysto ideologiczna – apoteoza własności prywatnej. Jak lepiej dać ludziom złudzenie bycia kapitalistą, dając im po zniżce tytuł własności niby-kapitału: mieszkania?

W efekcie jednak co roku aż do dziś budowano coraz mniej mieszkań komunalnych (także tych z pośrednictwem specjalnych towarzystw budownictwa społecznego), rynek prywatnych czynszówek ok. 2010 roku przekroczył wielkość uspołecznionego zasobu mieszkań, a cenowa bańka mieszkaniowa nabrzmiała do niewidzianych przedtem rozmiarów.

Jak zaczął się kryzys mieszkaniowy? Projektowi modernistycznego osiedla przeciwstawiono ideologiczną sielankę niskopiennego przedmieścia dla drobnomieszczaństwa i drobnych kapitalistów.

Osiedla modernistyczne miały wady na wielu poziomach – urbanistycznym (ignorowanie archetypów przestrzennych typu ulica, plac), inżynieryjnym (strefowanie priorytetyzujące ruch samochodowy, które musiało doprowadzić do niedrożności systemu), architektonicznym (jakość prefabrykatów), społecznym (niedofinansowanie bieżących napraw, pozostawienie problemowych społeczności samym sobie). Każdą z tych wad łatwo można było naprawić pozostając na poziomie racjonalności, nie zaś uciekając się do ideologicznej utopii.

Podobnie ideologicznie motywowane rozwoje miały miejsce również w innych krajach Zachodu – a potem też Wschodu. Przykładowo w Wiedniu – od 1918 europejskiej stolicy budownictwa społecznego, gdzie do dziś ok. 25% lokali należy do gminy – w latach 1983-86 doszło do drastycznego spadku liczby budowanych mieszkań komunalnych (do połowy lat 80. oddawano rocznie prawie 3000 lokali – ok. 30%). Ostatni Gemeindebau oddano do użytku w 2004 roku – i dopiero wielki kryzys 2008 skłonił władze landu do zmiany stanowiska, zresztą poniewczasie bo w 2014.

Rolę budownictwa komunalnego miały przejąć towarzystwa budownictwa społecznego – funkcję tę spełniły lepiej niż w modelu brytyjskim, budując rocznie nieco ponad 2000 mieszkań. Problem w tym, że towarzystwa budownictwa musiały być zasadniczo samofinansujące się (przy nisko oprocentowanej pożyczce od gminy), stąd oferowane mieszkania były droższe. Przy wzroście mobilności siły roboczej i skutkującym przyroście liczby ludności Wiednia, musiało to poskutkować bańką cenową – i obniżającym się komfortem życia.

Co stało się w Polsce, wiemy mniej-więcej wszyscy. Po 1989 neoliberalizm wkroczył z hukiem w sferę ideologiczną. Zrujnowanie dóbr wspólnych zajęło mu więcej czasu. Kto wie, że w ostatnim pięcioleciu budowano co roku mniej mieszkań komunalnych (1,1% – 2015) niż rokrocznie w mrocznych latach 90. (5,1% – 1997)? Kto pamięta, że jeszcze w latach 90. powstało po niemal 30 000 mieszkań spółdzielczych rocznie (ok. 1/3 – 1997)? Towarzystwa budownictwa społecznego – źle finansowane, źle zaprojektowane prawnie i źle zarządzane – budowały rocznie maksymalnie po 7 000 mieszkań (ok. 6,7% – 2004) rocznie (w skali kraju! – 2004, za: GUS), ale upadły pod naporem kapitału, który zaczął napływać po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Klęska była szczególnie widoczna w dużych miastach.

Na pytanie – w czyich rękach akumulował się kapitał, odpowiedzieliśmy sobie przy innej okazji. To klasy obejmujące maksymalnie 5% dorosłego społeczeństwa Polski, zarabiające powyżej 150% średniego wynagrodzenia. Zapanowało królestwo kredytu hipotecznego i programów wspierania bankowości o mile konserwatywnemu uchu brzmiących nazwach w guście Rodziny na swoim – aż do kryzysu roku 2008.

Jak najbardziej świadoma siebie i najbardziej część nowej klasy – ochrzcijmy ją za ciekawymi, ale dyskusyjnie trafnymi analizami socjologicznymi nowymi mieszczanami – widzą ład przestrzenny? Być może najbardziej symptomatyczny będzie rzut oka na Forum Polskich Wieżowców Skyscrapercity.com, dużą platformę dyskusyjną, poświęconą inwestycjom budowlanym i transportowym w miastach. Uporządkowana zabudowa miejska sprowadzana jest do kwestii konsekwentnego poprowadzenia pierzei – ciągłej linii kamienicznych fasad w ramach kolejnych kwartałów.

Zieleń przestaje być wartością – jeżeli nie jest zorganizowana w kapitałochłonny sposób (klomby, rabaty, bulwarowe gatunki drzew, np. platany), a osoby przebywające na tego typu terenach zielonych nie są nowymi mieszczanami, skwery takie zostają opatrzone pogardliwymi epitetami sralników czy żuloskwerków.

Spójrzmy do źródeł:

P: a co jest planowane/jakie sa perspektywy dla terenu ‚ponizej’ Teatru Szekspirowskiego (…) / Zabudowa kamieniczna?

O: Niestety na razie nic, ponieważ to są „planty” wzdłuż murów Głównego Miasta. Choć przed wojną były zabudowane kamienicami, to obecnie nadal przeważa koncepcja konserwatorska „zielonej otuliny” wzdłuż wewnętrznych średniowiecznych murów. (…) Postulujemy mianowicie wprowadzenie ciągłych pierzei zabudowy przynajmniej wzdłuż ulic przecinających prostopadle Podwale (Zbytki, Słodowników, Kotwiczników), w miarę możliwości pierzeję po południowej stronie Podwala (uwolnione miejsce dzięki likwidacji jednej nitki jezdni) oraz zabudowę przynajmniej parkowo-pawilonową po północnej stronie, oprócz oczywiście miejsc gdzie przebiegają pierzeje ulic krzyżujących się. –http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?p=134909037#post134909037

Pierzeja staje się słowem-kluczem ideologii, które służy do waloryzacji budynków i inwestycji:

Przecież urbanistycznie Solpol jest udany, bo trzyma pierzeję. Na wysokość też się prawie nie wybija. Tylko architektonicznie odstaje http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?p=121760898#post121760898

Co to za nowa świecka tradycja z odejmowaniem punktów za brak sąsiadów? Jest miejsce na pierzeję przecież. Czy to wina budynku, że zaczyna gospodarować przestrzeń danego kwartału? Jeśli już to powinno się dodawać za to punkty. –http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?p=110227646#post110227646

Akurat ten budynek leży w Starym Miescie [Dom Turysty przy ul. Westerplatte w Krakowie] – rozbija pierzeję kamienic wokół Plant –http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?p=90376385#post90376385

Najbardziej naocznie widoczny element planowania przednowoczesnego zostaje sfetyszyzowany – pierzeja kamieniczna z lokalami usługowymi jako moneta mieszczańskiego lęku przed nowoczesnością:

Odbudowywujemy Senatorską 2/4 ( http://www.warszawa1939.pl/index_arc…atorska_2&r3=0 ) i Miodową 4 ( http://www.warszawa1939.pl/index_arc…miodowa_4&r3=0 ) i odzyskujemy całą pierzeję Senatorskiej i Miodowej. Można bardzo dobrze zaadaptować te budynki na potrzeby usług. –http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?p=108119386#post108119386

W planach miejscowych powinno się (co w większości planów jest) określać ogólne zasady takie jak przeznaczenie terenu, wysokość zabudowy, kąty nachylenia dachów, i linia zabudowy. Najczęściej jest to linia zabudowy nieprzekraczalna, gdzie budynek w sumie może być usytuowany w dowolnym miejscu na działce byle by nie przekraczał linii zabudowy. Myslę, że powinno się więcej zwracać uwagi na linie zabudowy obowiązującą – tak aby budynki tworzyli pierzeję w jednej linii.
W planowaniu przestrzennym w danym, konkretnym terenie powinno się zwracać uwagę na niektóre szczegóły takie jak: określenie jednolitego kolorystycznie i materiałowo pokrycia dachowego (czasem można takie zapisy spotkać w strefie ochrony konserwatorskiej), powinno się w planach określać precyzyjnie materiał ogrodzeń od strony dróg publicznych tak aby na jednej ulicy było spójne estetyczne ogrodzenie, zastanawiam się również nad określeniem kolorystyki samych budynków – ale to byłoby ciężkie do wyegzekwowania bo samo malowanie elewacji nie wymaga żadnego zgłoszenia do starostwa.
Można też zastanowić się nad zakazem niektórych elementów architektonicznych jak wież czy kolumnowych portyków, portali, ganków itp.
http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?p=100895876#post100895876

Krucjata metropolitalnego drobnomieszczaństwa przeciwko chaosowi przestrzennemu nie jest zainteresowana etyką planowania, skupia się na narzucaniu jednej estetyki i wypieraniu innej, przestarzałej. Tak się składa, że przestarzała estetyka to estetyka drobnomieszczaństwa lat 90., korzenie nowego mieszczaństwa. Jednym z aspektów ogólnie słusznej walki o ład przestrzenny jest wyparcie wstydliwych dowodów na akumulację pierwotną. Kluczowe pytanie – dla kogo usługi i w ogóle dla kogo miasto – nie pada, odpowiedzi są nieświadomą ideologiczną oczywistością.

P: Czyli osiedla zamknięte nie są be jak zamykają pierzeją np kwartał?

O: Tak, nie są, jesli osiedle tworzy spójny w znacznej mierze zamknięty kwartał to jest ok. / Problemem są osiedla które odcinają przestrzeń ewidentnie dostepną płotami. / Czyli niedobrym rozwiązaniem, jest nop. pare bloczków na trawniku otoczonych płotem albo kilka kwartałów z wewnetrznymi ulicami otoczone płotem i bramkami wjazdowymi. –http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?p=100483637#post100483637

Prorocy Nowego Urbanizmu mówią o mieście, które będzie dopasowane do potrzeb jego najsłabszych użytkowników – i mają tu na myśli przede wszystkim uczestników ruchu: pieszych, rowerzystów, użytkowników komunikacji miejskiej. Sprowadzając projekt modernistyczny do dominacji silniejszego nad słabszym, mechanizacji nad czynnikiem ludzkim, proponują układ urbanistyczny oparty na tradycyjnych archetypach miasta. Nie można by postawić zarzutu, że kwestia zasadniczej funkcji miasta i domu – zamieszkania i dostępu do mieszkania – jest przez nich ignorowana. Jan Gehl wszak mówi o konieczności wyasygnowania w nowym budownictwie pewnej części mieszkań na cele socjalne.

Rzecz w tym jednak, że Jan Gehl, Filip Springer i nowi mieszczanie ze Skyscrapercity nie funkcjonują w bezkontekstowej próżni. W warunkach polskich nie wszystkich adwokatów urbanizmu, miejskości i racjonalnej urbanistyki można posądzić o społeczną wrażliwość. Tym łatwiej ideologia pierzei może zostać zsubsumowana przez kapitał.

„Superścieżka” w Krakowie – droga dla rowerów, mała architektura i nieco zieleni firmowane przez Jana Gehla. Czym jest w istocie? Koncesją dewelopera w zamian za zabudowę skweru w centrum miasta, w obszarze nieobjętym planem zagospodarowania i o problematycznej strukturze przestrzennej.

Nowy urbanizm w praktyce polskiej coraz częściej oznacza estetykę: parki kulturowe, cywilizowanie reklam w przestrzeni, ujednolicanie nawierzchni chodników. Żeby nie było wstydu przed Zachodem. Jedyne kwestie społeczne, które takiej polityce urbanistycznej jako-tako udaje się zaadresować, to transport zbiorowy i rowerowy. W rzeczywistości spekulacyjnego rynku najmu, w rzeczywistości złodziejskiej reprywatyzacji – brutalnej akumulacji pierwotnej, nowe pokolenie aktywistów radykalniejszej zmiany, w praktyce realizującej abstrakcyjny postulat prawa do mieszkania, nie jest sobie w stanie wyobrazić.

Tymczasem wykazaliśmy niezbicie, że istnieje związek pomiędzy aktywną polityką mieszkaniową państwa i taniością mieszkań – i odwrotnie: pozostawienie mieszkalnictwa chaosowi rynku spowoduje przeludnienie i nieracjonalną gospodarkę lokalową. Wiemy też, że taniość mieszkań warunkuje jakość życia miejskiego.

Stąd zamiast z linijką tyczyć w chmurach nowe pierzeje, częściej bierzmy lekcje na blokowiskach. Korzenie naszych problemów są bowiem etyczne, a nie estetyczne.

... 0 komentarzy

Ideologia pierzei #1

Polityczność architektury: Corbusierowskie zawołanie – albo rewolucja społeczna, albo architektura (1923). Rewolucji można zapobiec rozwiązując palące problemy społeczne przy pomocy architektury: A question of a new spirit: I am 40 years old, why should I not buy a house for myself? for I need this instrument; a house built on the same principles as the [...]

6 XI 2016

Polityczność architektury: Corbusierowskie zawołanie – albo rewolucja społeczna, albo architektura (1923). Rewolucji można zapobiec rozwiązując palące problemy społeczne przy pomocy architektury:

A question of a new spirit: I am 40 years old, why should I not buy a house for myself? for I need this instrument; a house built on the same principles as the Ford car I bought (or my Citroën, if I am particular).
Collaborators already consecrated to the task: big industry, the specialized factories.
Collaborators who must be brought in: the suburban railway lines, financial organizations, transformet Architectural Schools.
The aim: mass-production houses.
(…) Conclusion: We are dealing with an urgent problem of our epoch, nay more, with the problem of our epoch. The balance of society comes down to a question of builidng. We conclude with these justifiable alternatives: Architecture or Revolution.
(Le Corbusier, Verse une architecture, 1923, w przekładzie angielskim pp. 264)

Koniec polityczności architektury: wyburzenie modernistycznego osiedla socjalnego Pruitt Igoe w USA (1972). Modernistyczny megaprojekt i jego układ urbanistyczny uznany został winnym zniszczenia tradycyjnej struktury miasta, która dotąd zapobiegała społecznemu wykluczeniu. Ambitne zmiany społeczne obłożono tym samym interdyktem [1].

Zaangażowanie w architekturze wróciło do łask niedawno. Symboliczne było przyznanie nagrody Prizkera Alejandrowi Aravenie (2015). Flagowy projekt tego chilijskiego architekta to niskokosztowe domy dla rodzin w slumsach – tym, co było w nich wyjątkowe, to to, że kończono je tylko w połowie. Resztę, w zależności od swoich, za każdym razem odmiennych, potrzeb, wykańczali mieszkańcy.

Taki paradygmat budownictwa społecznego nazwano architekturą radykalną. Co jest symptomatyczne jej radykalizmu? – Własność domów i mieszkań. David Harvey komentuje to tak:

Hernando de Soto argues influentially that it is the lack of cle ar property rights that holds the poor down in misery in so much of the global south (ignoring the fact that poverty is abundantly in evidence in societies where clear property rights are readily established). To be sure, there will be instances where the granting of such rights in Rio’s favelas or in Lima’s slums liberates individual energies and entrepreneurial endeavors leading to personal advancement. But the concomitant effect is often to destroy collective and non-profit-maximizing modes of social solidarity and mutual support, while any aggregate effect w ill almost certainly be nullified in the absence of secure and adequately remunerative employment. In Cairo, Elyachar, for example, notes how these seemingly progressive policies create a „market of dispossession” that in effect seeks to suck value out of a moral economy based on mutual respect and re ciprocity, t o the advantage of capitalist institutions.
(David Harvey, Rebel Cities, 2012 pp. 39-40)

Równie radykalna ma być w architekturze radykalnej – akceptacja slumsów jako sposobu życia:

Jeżeli jednak istnieje jedna dziedzina, w której doświadczenie latynoamerykańskie może stanowić lekcję globalną, to jest to podejście do miasta nieformalnego. Co rozumiem przez „nieformalne”? Mówiąc krótko – slumsy. Slumsy nie są nieformalne dlatego, że nie posiadają formy, ale z uwagi na to, że istnieją poza prawnymi i ekonomicznymi protokołami kształtującymi miasto formalne. Nie oznacza to wcale, że slumsy są chaotyczne. Może im brakować podstawowych miejskich usług, a jednak działają w ramach własnych, samoregulujących się systemów, dając schronienie milionom ludzi w dobrze zintegrowanych społecznościach i oferując im dostęp do możliwości dawanych przez miasto. Uznanie miasta nieformalnego za istotny element miejskiego ekosystemu było zasadniczym przełomem w polityce ostatnich dwudziestu lat.
(Justin McGuirk, Radykalne miasta, tłum. K. Snopek, 2015, s. 42)

Padają argumenty: bywały próby budowania mieszkań dla żyjących dotąd w slumsach w nowo tworzonych dzielnicach, jednak lokatorom żyło się źle, robiło się niebezpiecznie, dochodziło do dewastacji – historia osiedla Tlatelolco w mieście Meksyk (Radykalne miasta, s. 23-28).

Dlatego nie należy ingerować w styl życia slumsów – argumentują radykalni architekci – lecz przeprowadzać drobne, punktowe interwencje. Osiedla socjalne powinny być zabudowane gęsto, ma to umacniać więzi społeczne. Najwyraźniej ich zdaniem biedni i tak nie potrafią zrobić użytku z parku. Nie uprawiają joggingu.

Dla modernistycznego planu wolnego i zieleni na osiedlach blokowych nie znajdowano dobrego słowa. Pozytywne wartościowanie gęstej zabudowy wynikało z lekcji Nowego Urbanizmu lat 80. W latach 70. zauważono niepowodzenia modernistycznej zabudowy – funkcjonalny podział miasta na strefy (strefa mieszkaniowa, strefa usługowa, strefa handlowa, strefa przemysłowa, strefa komercyjna) i przerzucenie szerokich arterii i węzłów autostradowych zmuszały do długich podróży samochodem (Jane Jacobs, The Death and Life of Great American Cities, 1961). Anonimowość, długie korytarze bloków, zanik tradycyjnych przestrzeni wspólnych – wszystko to miało powodować problemy z bezpieczeństwem na nowych osiedlach.

Amerykanie zapragnęli mieć europejskie miasta. Odpowiedzią miał być zwrot ku tradycyjnym formom planowania urbanistycznego. Nie szło tu o historyzującą czy postmodernistyczną ornamentykę (choć i to się zdarzało), a o powrót do miejskich archetypów:

Podstawowym zadaniem projektowania krajobrazu i architektury miasta jest wyraźne zdefiniowanie ulic i przestrzeni publicznych, jako miejsc wspólnego użytkowania.
(Karta Nowej Urbanistyki §19)

Zarzucono eksperymenty z wolnym planem. Miasto miało się składać placów i ulic, rozumianych tak jako formy ukształtowania zabudowy, jak i oferowane w nich usługi czy powiązane z nimi skrypty kulturowe:

Ulice i place mają być bezpieczne, wygodne i ciekawe dla pieszych. Właściwie ukształtowane, stymulują one ruch pieszy i umożliwiają kontakty sąsiedzkie, sprzyjając tym samym integracji i ochronie lokalnych społeczności.
(Karta Nowej Urbanistyki §23)

Urbanizm jako forma życia stał się hasłem epoki. Od końca lat 80. pod tryb życia nowych mieszczan przykrawane były kolejne industrialne czy zdegradowane dzielnice Londynu albo Berlina. Ulice w latach 60. i 70. przeobrażone w ścieki komunikacyjne, na które nie zapuszczali się piesi, stawały się znów przyjaznymi woonerfami. Dookoła pojawiały się dobre knajpy, czynsze rosły, a dotychczasowi mieszkańcy – często mało seksowni gastarbajterzy przenosili się na blokowe przedmieścia.

Nowa architektura służy nowej klasie. Ideologia nowego urbanizmu jest ideologią tej klasy. Niekontrowersyjne tezy kryją za sobą niesprawiedliwość.

Wróćmy więc do modernistycznego piekła. Nowourbanistyczni krytycy mówili wszak, że modernizm był porażką, że nie mogło się to udać. Skąd zatem ten upór, by stawiać bloki, zwłaszcza w Bloku Wschodnim? Historia porażki była następująca – Pruitt Igoe. Osiedle socjalne, w którym nie było godnie zarabiającej klasy pracującej, a wykluczenie było powszechne. Osiedle, w którym postępowała dewastacja, ponieważ napraw nie dokonywano na czas. Podobnie kończyły projekty pomocy mieszkaniowej dla żyjących w slumsach. Były to getta socjalne, w których tolerowano dewastację, a na przestępczość przymykano oko. Architektury tej nie traktowano jako narzędzia zmiany socjalnej, lecz jako jałmużnę. Oto prawdziwa przyczyna porażki zachodniego modernizmu.

Znamy bowiem modernistyczne success story. Są nimi bloki w Europie Środkowej. Miasta tej do połowy XX wieku dość słabo zurbanizowanej części kontynentu stoją osiedlami modernistycznymi. A jednak, region jest całkiem bezpieczny i niewiele jest blokowisk, które uległy znacznej degradacji. Przyczyny tej sytuacji nietrudno dojść. W polskich blokach mieszkali wszyscy – robotnicy niewykwalifikowani i wykwalifikowani, pracownicy umysłowi, inteligencja humanistyczna, techniczna i kadra kierownicza. Drobne różnice zależały od liczby wolnych lokali w starej zabudowie w mieście, od zamożności zakładów, które czasem przydzielały własną pulę mieszkań – obraz całości był jednak mocno egalitarny [2].

To nierówność była problemem, nie modernizm. Pozostaje nim do dziś. 

Dlatego trzeba teraz zapytać: co na ten temat ma do powiedzenia polski dyskurs? Jaka klasa go produkuje? O czym mówi? O czym milczy? Co zbywa frazesem mieszkania na wynajem? I co tak naprawdę chce osiągnąć w dyskusji o ładzie przestrznnym?


[1] Osiedle zyskało emblematyczny status w latach 80. w pismach postmodernistycznych architektów związanych z New Urbanism.

[2] W Polsce Ludowej w 1970 64% mieszkań budowały spółdzielnie, 30% podmioty państwowe – 6% mieszkań w budownictwie prywatnym to w głównej mierze domy ludności wiejskiej, zatem miejsca na mieszkaniowo wyobcowaną elitę pozostawało bardzo niewiele (cf. e.g. Rocznik Statystyczny Polski 1970, s. 440)

... 0 komentarzy